piątek, 22 lipca 2016

Gdzie napić się herbaty. Ogród Japoński w Jarkowie.

"Droga wspina się pod górę. Domy malutkiego Jarkowa toną w ciszy okolicznych lasów.
Dobre powietrze i okoliczne góry to niewątpliwe atuty tego kawałka Polski.
Sudety są niezwykle ciekawym regionem, lecz do Jarkowa zaglądało jeszcze niewielu turystów, do niedawna...
Obecnie przybywa ich coraz więcej, z różnych, odległych stron, także z zagranicy, a to za sprawą tego niezwykłego ogrodu." 



Od dawien dawna, chodził za mną pomysł odwiedzenia ogrodu japońskiego w Jarkowie. W końcu udało mi się ten plan zrealizować.
Przy okazji krótkiego wyjazdu urlopowego do Kudowy-Zdrój, pojawiła się koncepcja wycieczki rowerowej do Jarkowa.

Muszę przyznać, że trasa z Kudowy, była bardzo przyjemna. Trudności pojawiły się dopiero po zjeździe na Jarków, bo tam droga groźnie zaczęła się wić w górę. Jednak nie ma tego złego, kiedy było nam po prostu za ciężko, zsiedliśmy z rowerów i dreptaliśmy przed siebie z tak zwanego buta. Czemu łatwiej pieszo? Rowery były fajne, ale ilością przerzutek nie grzeszyły.
Tak więc, kiedy tak sobie dreptaliśmy, napotkaliśmy trzy krowy. Ja wiem, to nie jest jakieś egzotyczne zwierze. Jednak co by nie mówić, to jestem mieszczuchem i widok krów, naprawdę mnie ucieszył.






No ale, dosyć o samej jeździe, nie po to tu jesteście, żeby czytać jak to się rowerem z Kudowy-Zdrój jedzie do Jarkowa. Temat tego wpisu jest jasny - Ogród Japoński, jako miejsce idealne do napicia się herbaty.
Przy okazji, tym wpisem chciałabym rozpocząć serię pt. "Gdzie napić się herbaty." Wiecie, takie miejsca z duszą które zwiedziłam i które idealnie wpasują się w plenerowe przygotowanie naparu.

Kilka danych o samym ogrodzie.
Został założony w roku 1980. Tak, dobrze widzicie, w tym momencie ma on 36 lat! Kawał czasu, ale to widać. Wszystko w tym ogrodzie jest perfekcyjne, dopieszczone i zrobione (jak się domyślam) z wielką miłością. W roku 2003 ogród, jako drugi w Polsce po wrocławskim, został udostępniony zwiedzającym. Całe szczęście, że tak się złożyło, bo jak już pisałam jest co podziwiać. Do tego ogród ciągle się powiększa.
Niestety nie udało mi się dziś spotkać właściciela, a chciałam podpytać go o  kilka rzeczy, między innymi o to skąd wziął się pomysł na założenie takiego ogrodu i skąd czerpał inspiracje.

Kiedy weszliśmy do ogrodu, poza nami, było jeszcze bodajże 3 grupy zwiedzających. Nie było to problemem, bo ogród jest na tyle duży, że z łatwością znaleźliśmy sobie miejsca, gdzie mogliśmy w samotności cieszyć się pięknym otoczeniem.


Po niedługiej chwili, znalazłam idealne miejsce na zaparzenie sobie herbaty - Gyokuro Ise przywiezione ze święta herbaty. Był to wodospad a obok niego drewniana kładka nad miniaturowym strumyczkiem. Później trafiliśmy do miejsca które otoczone było cudownymi drzewkami bonsai i  tam oczywiście również zatrzymaliśmy się na parzenie.
O samej herbacie zrobię osobny wpis, o czym jednak trzeba wspomnieć to, że smakowała obłędnie w tym pięknym otoczeniu.
W tym momencie, nie przedłużając już, zapraszam Was do relacji zdjęciowej. Mam nadzieję, że zdjęcia ucieszą Wasze oczy.



 




 











Jeżeli miałabym porównywać ze sobą ogród japoński w Jarkowie i ogród japoński we Wrocławiu, to skończyło by się to źle, dla tego drugiego. To, że ten ogród założył Pan Edward Majcher i tworzył go z pomocą żony, to naprawdę widać.
Spędziłam w tym miejscu bardzo miłe chwile i z przyjemnością tam jeszcze wrócę.
W trakcie pobytu powstała mała video relacja na żywo na facebooku, jak by ktoś miał jeszcze ochotę zerknąć to zapraszam.

Dzisiejszy dzień, przyniósł mi jeszcze jedną sympatyczną niespodziankę, ale postanowiłam zrobić o niej kolejny wpis. Niebawem opublikuje jeszcze relację ze święta herbaty, także stay tunned!

Podoba Wam się taki ogród? Planujecie odwiedzić Jarków? Podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzu. Będzie mi bardzo miło.

---------------------------
strona ogrodu: http://ogrod-japonski.republika.pl/
warto zajrzeć: http://podrozejaponia.blogspot.com/2012/08/ogrod-japonski-w-jarkowie.html

poniedziałek, 9 maja 2016

Pocztówka z Indii. Herbata Darjeeling Risheehat SFTGFOP1 FF

Jest maj -  sezon na herbaty Darjeeling w pełni. Wszystkie znaczące sklepy z herbatą mają już dostępną pełną ofertę herbat z północnych Indii w swoich sklepach.
Niedawno, przy tak pięknej pogodzie jak dziś, degustowałam na balkonie świeżą tegoroczną herbatę Darjeeling z ogrodu Risheehat którą zakupiłam w herbaciarni Targowej.

Ogród Risheehat położony jest około 14-16 km na południe od miasta Darjeeling. Jego nazwa oznacza dom świętego mędrca (Rishi - Mędrzec; Hat - dom)*



Zdecydowałam się na opisanie tej herbaty na blogu ze względu na mnogość aromatów która jej towarzyszy.
Degustacje rozpoczynam od przyjrzenia się listkom, które okazują się być dość różnorodne. Od bardzo jasno zielonych po ciemno zielone. Zapach suchych liści jest zaskakujący, kojarzy mi się z zielonym groszkiem, albo ziarnami zielonej, nie wypalonej jeszcze kawy.

Napar decyduje się przygotować w sposób dość nietypowy jak dla tego rodzaju herbaty, zamierzam zaparzyć ją trzykrotnie. Dlaczego ten sposób jest nietypowy? Dlatego, że jest to czarna indyjska herbata i zazwyczaj przygotowuje się z niej jeden "porządny" napar.  Zalewa się ją wodą niemal jeszcze wrzącą i parzy przez około 3 minuty. Ja od niedawna piję herbaty Darjeeling rano do śniadania i tak właśnie je przygotowuje. Do tego roku zaparzałam je wodą około 90 stopni, ale w tym roku po spotkaniu Wrocławskiego Towarzystwa Herbacianego, poszłam za radą Moniki i Piotra i zdecydowałm się podwyższyć temperaturę.





Pierwsze zalanie, półtora minuty. Listki nie otworzyły się jeszcze w pełni, pachną dużo intensywniej, niż kiedy były jeszcze suche. Nie mam najmniejszych wątpliwości z określeniem tego aromatu, zielony groszek jest jeszcze bardziej wyczuwalny.

Napar jest żółtego koloru, pachnie świeżo i lekko ziołowo. To co jest bardzo interesujące, to że w naparze wcześniej wspomniany zielony groszek w ogóle nie występuje. Napar jest nie tylko bardzo oleisty i kremowy ale i wyrazisty. Wyczuwalne są cytrusy i  zioła do tego, całość jest bardzo przyjemna w odbiorze.

Drugie parzenie trwa dwie minuty, napar jaki z niego uzyskuje jest jeszcze intensywniejszy. Tej przyjemności z degustowania tak świeżej w smaku herbaty nie da się opisać słowami. Najbardziej trafne opisanie tego momentu zmieści się w jednym słowie - radość.






Trzecie parzenie które trwa 3 minuty jest już w zasadzie pożegnaniem z herbatą, z którą nie jest łatwo mi się rozstać. Ta przyjemność mogłaby trwać zdecydowanie dłużej, w zasadzie to mogłaby się nie kończyć.


Ceramika którą wybrałam do tego parzenia to około 100 ml czajnik autorstwa Grzegorza Ośródki oraz czarka od Petra Novaka.


* http://www.darjeelingteaboutique.com/risheehat-lizahill-tea-estate/



czwartek, 7 stycznia 2016

Noworocznie. 2013 Pasha Mountain Sheng Pu-Erh

Stanęłam przed szufladą z herbatami - czego napić się do nauki angielskiej gramatyki?
To nie tak prosty wybór, nie z taką ilością herbat jakie mam, no i przecież to gramatyka!
Zastanowiłam się nad tym, co mnie wycisza i odpowiedź była oczywista - sheng pu erh.

Jakiś czas temu zakupiłam od Wojtka z The Tea herbatę Pasha Mountain Sheng pu erh. Dziś jest ten wieczór, kiedy spróbuje jej po raz pierwszy.

Z gustem Wojtka to jest tak, że jest bardzo podobny do mojego, w kwestii herbacianej oczywiście.
Tak więc, kupuje od niego herbaty, nie czytając nawet ich opisu. Nie żeby było to objawem ignorancji, nic z tych rzeczy. To jest po prostu tak, że daje herbacie się uwieść smakiem i aromatem, kiedy więc źródło jest pewne, lubię to zaskoczenie przy degustacji.
Później dopiero, włączam sobie stronę thetea.pl i porównuje doznania z opisem, co bywa bardzo interesującym doświadczeniem.

Co do herbaty, to wybór oczywiście trafiony. Nie mogło być inaczej, zawsze kiedy piję sheng pu erh, to czuje się tak jak by czas zatrzymał się w miejscu. Jest to o tyle intrygujące, że ten gatunek w Polsce ma więcej przeciwników niż zwolenników. Nie rzuca na kolana jak  fenix czy sencha, jednak dla mnie ten charakterystycznie goryczkowaty smak z owocową nuta jest jakoś tak po prostu trafiony.

Pasha sheng pu erh to herbata rzekłabym niezwykła. Bardzo subtelna, lekko słodkawa z wyczuwalnym ziołowo- kwiatowym aromatem, idealna.

poniedziałek, 26 października 2015

Noc herbaty w Krakowie, relacja.

Ostatnimi czasy, ku mojej wielkiej radości, organizowanych jest coraz więcej imprez herbacianych. W ciągu ostatnich 3 tygodni, trzy odbyły się weekend po weekendzie. 

Poznań i festiwal herbaty "Zaparzaj"(10.10.15) "Święto Kawy i Herbaty" w Warszawie (17.10.15), oraz przedwczorajsze wydarzenie "Noc Herbaty"w Krakowie (24.10.15). Niewiele wcześniej, bo we Wrześniu, odbyła się druga edycja "Szolki Tyju" w Bytomiu (11/12.09.15), a we Wrocławiu "Warsztaty japońskie z Panem Masahiro Takada z Uji"(25.09.15). Tak więc, w ciągu zaledwie 2 miesięcy, odbyło się 5 wydarzeń, ściśle związanych z herbatą!

To pokazuje, że jest zapotrzebowanie, na wiedzę herbacianą w Polsce i motywuje do działania. Wczorajsze wydarzenie "Noc herbaty" w herbaciarni Czarka na ulicy Floriańskiej 13 w Krakowie, było dla mnie mocno refleksyjne. Poziom wiedzy osób prowadzących był bardzo wysoki. Poniżej skrót z tych punktów w programie, które najbardziej zapały mi w pamięci.

Dawid Maciejowski i Barbara Mazur
Wydarzenie chwilę po godzinie 16:00, otworzył pokaz parzenia "senchadō", prowadzony przez Dawida Maciejowskiego. Opowiedział nam o tym, czym charakteryzuje się ten sposób parzenia, oraz jak uczył się go w Japonii. Całość zwieńczona była degustacją dla 5 chętnych osób, w której uczestniczyłam.
Liście zaparzoną tą bardzo interesującą techniką, przypominającą chińskie gong fu cha, dały odrobinę niezwykle intensywnego naparu o wyraźnym smaku umami.





Bardzo cieszy mnie, że wśród prelegentów nocy herbaty, pojawili się moi dobrzy znajomi Marcij i Jagoda Zabawa - wrocławscy herbaciarze, autorzy bloga Czarka na widelcu. Przyjechali do Krakowa, aby opowiedzieć o swoich doświadczeniach łączenia herbaty z jedzeniem. Dla mnie jest to szczególnie ciekawe zagadnienie, gdyż dokładnie miesiąc temu, prowadziłam na ten temat warsztaty wraz z marką Brita oraz kucharzem Grzegorzem Łapanowskim.

Marcin i Jagoda Zabawa

W środowisku herbacianym zagadnienie to, jest wciąż mocno kontrowersyjne, o czym również wspomnieli Marcin i Jagoda. Niektórzy twierdzą, że jedzenie potraw, w towarzystwie wysokogatunkowej herbaty, jest złe, ponieważ potrawa może przytłoczyć herbatę i odebrać jej cały urok. Mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, w sytuacji gdy źle dobierzemy herbatę do posiłku. Dobrze wybrana herbata do jedzenia (lub na odwrót, zawsze można przyrządzić coś z myślą o danej herbacie), na pewno będzie dobrze smakować, a wręcz doznania z picia jej, mogą być intensywniejsze. Jak więc dobrać herbatę do posiłku? To jest pytanie, na które Jagoda i Marcin wciąż szukają odpowiedzi, zdając się na swoją intuicje, doświadczenie i smak.

Kolejny, zarówno interesujący, jak i ważny punkt programu, to panel dyskusyjny o demitologizacji herbaty w Polsce. To był ten najbardziej refleksyjny dla mnie moment, w Nocy Herbaty. Rozmawialiśmy między innymi o tym, jak można by było zwiększyć świadomość herbacianą w Polsce i kto ma na to wpływ. Nie bez znaczenia jest też forma przekazu, a zbyt wyszukane słownictwo może odstraszyć.
W tym momencie, zdałam sobie sprawę, jak ważne jest prowadzenie bloga, w sposób przede wszystkim czytelny, dla osób o różnym poziomie znajomości tematu. To może wydawać się oczywiste, aby pisać własnie tak, jednak blog jest tworem dość nietypowym i bardzo osobistym. Teraz czuje, że wiem, w którym kierunku chcę iść i mam zamiar to konsekwentnie realizować.

Konrad Pociask i Monika Śmietaniuk

Prawie na sam koniec, przed moim punktem w programie, Konrad Pociask opowiedział o herbacie sheng pu erh. Słuchałam go z ogromnym zainteresowaniem, ponieważ jest to jeden z moich ulubionych tematów herbacianych. Wykład połączony był z degustacją, porównywaliśmy smak dwóch herbat z tego samego miejsca, ale różnych lat. Była herbata świeża z 2015 roku, oraz jeśli mnie pamięć nie myli druga z 2007 roku. To było bardzo interesujące doświadczenie, ponieważ aromat mokrych liści bardziej dojrzałego pu erh'a wydał mi się bardziej apetyczny, w przypadku smaku było odwrotnie. Już kiedyś doszłam do wniosku, że lubię smak świeżych sheng pu erh, a degustacja przeprowadzona przez Konrada, tylko mnie w tym utwierdziła.

Moja prezentacja połączona z degustacją. Herbaty żółte.

Na koniec, zostali tylko najwytrwalsi na mój mały wykład dotyczący herbat żółtych. W tym momencie oceniam go bardzo krytycznie, być może to kwestia późnej godziny (wykład rozpoczął się o 24:00) , ale ciężko było mi zebrać myśli i poprowadzić go na wysokim poziomie. Wydaje mi się, że było odrobinę zbyt chaotycznie, aczkolwiek wyciągam wnioski na przyszłość i już wiem gdzie popełniłam błąd.

Podsumowując, uważam, że pod kątem merytorycznym, było obok Święta Herbaty w Cieszynie, jedno z najbardziej interesujących herbacianych wydarzeń w Polsce. Jedyny mały minus za brak organizacji, i obsuwy czasowe, ale myślę, że pod tym kontem organizatorzy, też wyciągną wnioski na przyszłość.
Herbaciarze z Krakowa mają ogromną wiedzę dotyczącą herbaty i mam nadzieję, że będzie jeszcze wiele okazji, aby ich posłuchać.
Na koniec Nocy Herbaty, Monika i Basia przygotowały mały konkurs herbaciany w którym udało mi się wygrać herbatę Sencha Kagoshima, która towarzyszyła mi w pisaniu tej relacji.
To miła pamiątka, tego wyjazdu do Krakowa.

Sencha Kagoshima
Last but not least, ogromne podziękowanie dla Małgosi, dzięki której mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu.

sobota, 26 września 2015

Brita - lepszy wybór.


W maju tego roku, rozpoczęłam współpracę z firmą BRITA, jednej ze światowych liderów w kategorii filtracji wody,

Jako koneserka herbaty, dobrze wiem jak ważna jest woda w procesie przygotowywania naparu. Dlatego bez wahania zgodziłam się wziąć udział w roli eksperta herbacianego w kampanii poprowadzonej przez Multi Communications,

"Brita - lepszy wybór"

która w prosty i czytelny sposób przybliża tematykę filtrowania wody kranowej. Jest to bardzo dobre rozwiązanie nie tylko do przygotowywania herbaty, ale i również posiłków, o czym przekonuje nas Grzegorz Łapanowski.

Ponieważ początek kampanii wypadł prosto przed moim ślubem, oraz podróżą poślubną, dlatego dopiero teraz przybliżę Wam szczegóły tej inicjatywy.

Na stronie Brita - uwolnij smak naparów możecie zapoznać się z moimi publikacjami które powstały w związku z kampanią. 

Wraz ze mną udział wzięli:


video

  • Grzegorz Łapanowski – uznany kucharz, dziennikarz kulinarny oraz propagator zdrowego sposobu żywienia, który wie, że w jedzeniu smak odgrywa kluczową rolę.
  • Anna Ostaszkiewicz – ekspert ds. finansów na konkretnych liczbach pokazuje, że woda kranowa to też sposób na oszczędność.
  • Katarzyna Biłous – ekspertka ds. dietetyki oraz trenerka przekonuje, dlaczego warto prowadzić aktywny styl życia i przestrzegać zaleceń dotyczących regularnego picia wody w ciągu dnia.



Ja oczywiście, zajęłam się tematyką wody w kontekście przygotowywania herbaty. 

video


24 Września 2015 roku, odbyło się w Food Lab Studio spotkanie prasowe BRITA o tematyce łączenia herbaty z jedzeniem.
Trend Food - Tea Pairing dopiero wchodzi do Polski i wspaniale było opracowywać ten temat wraz z Grzegorzem Łapanowskim który ma zdumiewający zmysł smaku i aromatu. Spotkanie odbyło się w niezwykłej atmosferze w towarzystwie świetnych herbat i wybitnych potraw.

Opowiadaliśmy o tym jak poszczególne gatunki herbaty łączyć z posiłkami, na praktycznym przykładzie połączenia przystawki - sałatki z blanszowanego jarmużu i brukselki z dresingiem musztardowo - orzechowym z dwiema herbatami - o smaku uzupełniającym Darjeeling Namring Upper FF oraz o smaku przeciwstawnym Bai Mu Dan Upper.
Danie główne to antrykot wołowy z gratin z kopru włoskiego i szpinaku (sos na bazie czerwonego wina) lub w wersji wege - Veg gratin z kopru włoskiego z pieczonym topinamburem, dynią i sosem holenderskim. Do tego dania dopasowałam herbatę Assam Brahmaputra jako uzupełniająca oraz zieloną japońską herbatę Kamacha jako przeciwstawną.
W mojej ocenie wszystko wyszło wspaniale, poniżej krótka relacja zdjęciowa.
Zdjęcia Michał Zagórny.











Fenomenalne doświadczenie, które pokazuje, że warto angażować się w rozwój tematyki herbacianej w Polsce, jest jeszcze wiele do zrobienia i powiedzenia.
Szczególne podziękowania, należą się dziewczyną z agencji Multi - Monice i Martynie za bardzo dobrą współpracę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...