środa, 26 lutego 2014

Najwyższej jakości Gyokuro. Ośrodek badawczy Yame w prefekturze Fukuoka.

Gyokuro to szlachetne krople rosy, czemu taka nazwa? Bo pierwsze parzenie tej herbaty daje nam tylko i wyłącznie krople. Są, to bardzo esencjonalne krople do rozprowadzenia w ustach. Dają nieziemskie doznania. Parzy się ją początkowo w bardzo niskiej temperaturze 50 stop C. Wody używamy tylko tyle, aby przykryć liście. Parzenie trwa około minuty.  
Gyokuro produkowane jest w bardzo specyficzny sposób, krzewy na 3 tygodnie przed zbiorami przykrywane są płachtami, dzięki czemu herbata zawiera więcej chlorofilu, jej liście są bardziej zielone, pojawia się też intensywniejszy smak.

Herbatę którą degustowałam wraz z wspaniałymi ludźmi, była tak wysokiej jakości, że nie da się jej dostać w handlu. Listki zostały tak pieczołowicie obrobione, z tak ogromną dokładnością, że jej cena była by zbyt zawrotna. 

Herbatę parzył Łukasz - kierownik Czajowni, w moim shiboridashi wykonanym przez Andrzeja Bero. Tak jak jest to zalecane, użyliśmy bardzo niewielkiej ilości wody o temperaturze 50 stopni C.  






Krople Gyokuro z instytutu herbaty z Yame, dały nam takie doznania, jakich nie miałam z żadnym degustowanym wcześniej gyokuro. Smak był intensywny, słony ale przy tym słodki, pobudził wszystkie możliwe kubki smakowe na moim języku.



Drugie parzenie, już z użyciem większej ilości wody, dało równie intensywne doznania. Postanowiliśmy użyć jednak tej samej temperatury, która dzięki temu, że była tak niska, wyciągnęła z herbaty te wszystkie gloniasto-słone nuty "umami".  Parzyliśmy odrobinę powyżej jednej minuty.



Trzecie parzenie zaszło w temperaturze wyższej o 10 stopni C czyli w 60 stop. Przez nie całe dwie minuty. Co ciekawe zupełnie nie zapowiadało, że to już koniec możliwości tej herbaty. To jest zdecydowany wyznacznik jakości. Kiedy wszystkie parzenia dają równo mocne doznania smakowe. 

W związku z tym próbowaliśmy zrobić jeszcze jedno parzenie, ale cztery parzenia, mimo naszych ogromnych chęci, to było już dla tej herbaty zdecydowanie za dużo. 
Liście takiej obłędnej herbaty po zaparzeniu nie mogły trafić do śmietnika. Oczywiście je skonsumowaliśmy. Łukasz podgrzał je z odrobiną jasnego sosu sojowego i podał w towarzystwie arabskiego chlebka. To była prawdziwa rozkosz (jakkolwiek to brzmi). Jeśli miałabym wybrać potrawę, którą miałabym spożywać do końca życia, to zdecydowanie mogły by to liście herbaty gyokuro, najchętniej oczywiście takiej jakości. 



Herbata najlepiej smakuje w towarzystwie, dlatego ciesze się, że mogłam wypić ją z ludźmi którzy nie tylko kochają herbatę, ale herbata też kocha ich. Tacy są właśnie Monika, Piotr i Łukasz. 

4 komentarze:

  1. Ależ to apetycznie wygląda! Musiało tak też smakować, super herbata, przekąska herbaciana i oczywiście towarzystwo. :) A kolor listków obłędny, z przyjemnością obejrzałam bo i zdjęcia dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm. Nie lubię jak pijesz i opisujesz herbaty których normalnie nie można dostać.Nie lubię z zazdrości bo sam też bym chciał się takiej napić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę takiej wspaniałej degustacji!:)
    Bardzo mi się podoba, że w tym poście są duże zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gyokuro z Yame sprowadzane z Japonii w oryginalnych opakowaniach jest dostępne w Polsce w galerii Nagomi http://www.nagomi.pl/-gyokuro-yamecha-o_l_2_856.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...