poniedziałek, 24 lutego 2014

Zielona Herbata Sir Edward z Lidla

Mój poprzedni wpis dotyczący herbaty ze sklepowej półki cieszył się bardzo dużym powodzeniem, postanowiłam więc specjalnie dla was sprawdzić kilku dostępnych w sklepach tanich herbat liściastych.
Herbatę Sir Edward kupiłam w Lidlu, kosztowała około 2,5 zł za 100 gramowe opakowanie. W składzie brakowało precyzyjnych informacji, było podane jedynie, że jest to mieszanka herbat zielonych.
Po przyjrzeniu się liściom, jestem niemal pewna, że jest to zielona herbata z Cejlonu. Duże, odrobinę zwinięte liście, z sporą ilością łodyżek.


Herbatę zaparzyłam według zaleceń producenta - 1 łyżka na 200 ml wody. Nie było podanej dokładnej temperatury wody, ale za to wyraźnie zaznaczone, że nie ma to być wrzątek. Czas zaparzania od 3 do 5 minut. Użyłam więc wody o temperaturze 70 stopni C czas pierwszego parzenia 3 minuty.


Herbata, o dziwo, nie miała ani odrobinę goryczy w smaku, za pewne za sprawą niskiej temperatury i większych liści. Co prawda, była bardzo płaska i nijaka w smaku, ale była do wypicia. Spodziewałam się dużo gorszych efektów przy takiej cenie. 


Drugie parzenie przy takiej samej temperaturze, trwało 5 minut i dalej było pozbawione goryczki. Smak zyskał odrobinę wyraźności, ale dalej pozbawiony był charakteru.



Podsumowując herbata nie da nam, żadnych głębszych doznań, jest masowo produkowana z większych, zniszczonych liści, ale jest na pewno lepszym wyborem od herbaty ekspresowej.
Od tego już krótka droga do lepszych herbat liściastych.

10 komentarzy:

  1. Patrząc na opakowanie muszę stwierdzić że ładna pani z tego Sir Edwarda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piotrek Urbański25 lutego, 2014

    Piłem ją, niesmakuje mi, gorycz taka, że aż miałem zgagę, ale opakowanie ładne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Może Pani mi pomoże. Będąc w 17 polskim województwie (Londynie) zdarzyło mi się pomóc pewnemu Japończykowi, który w podzięce ofiarował mi duży zapas herbat, głównie senchy. Dostałem również naprawdę dużo Uji Matcha. Niestety oprócz małej etykietki po angielsku (która zresztą za dużo mi nie powiedziała) jest jeszcze jedna już po Japońsku. Przyznam szczerze, że jakoś nie przypadła mi do gustu, a biorąc pod uwagę że w maju kończy się jej data ważności postanowiłem wystawić ją na sprzedaż. W tym momencie zrodził problem... a dokładnie to jak opisać tą herbatę? Duże paczki po 200g Czy to nie przypadkiem matcha spożywcza gorszego sortu? Czy mogłaby mi Pani pomóc w identyfikacji? może ta etykieta coś więcej Pani powie?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zrób jakieś zdjęcie, może po opakowaniu coś się da wywnioskować.

      Usuń
    2. Link do galerii picasa
      https://picasaweb.google.com/lh/photo/MvpkuLqfQQryC944DjLnTdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink

      Usuń
    3. Niestety, nie jestem w stanie Ci pomóc, ale popytam ;)

      Usuń
    4. Jedyne co mogę z tego wywnioskować to że jest to matcha z regionu uji ;) Ładny napis po japońsku również to oznacza (sprawdzone tłumaczem google).
      Googlowe rozpoznawanie obrazu nie znalazło niczego w podobnym opakowaniu, ani nie zlokalizowało tego czerwonego loga (ba, nawet zapytało czy przypadkiem nie chodzi mi sfastykę :P)

      Usuń
    5. Dziękuje za informacje. Cóż nie pozostało nic innego jak tylko znaleźć jakiegoś znawce matchy który weźmie się jej napije i powie mniam lub błee ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...