wtorek, 14 października 2014

Wu Liang Shan Tuocha

Sheng pu erh czy shu pu erh, przy zakupie możecie jednego być pewni cena jest wyznacznikiem jakości.

Czasem jednak mamy nadzieje, że uda nam się wyrwać tak zwaną okazję.
Tak też miałam kiedy kupowałam tą herbatę.




Sheng pu erh z góry Wu Lian sprasowany w kształt tou - głowy  tuo cha. Po wyciągnięciu z opakowania widzę małe liście o różnorodnej kolorystyce.
Przy odłupywaniu mam też świadomość że w tej herbacie znajduje się spora ilość łodyżek.
Suche liście nie pachną praktycznie wcale, kiedy umieszczam je w rozgrzanym imbryku, również nie wzruszone nie wydają żadnego zapachu.

Przy parzeniu nie mam litości dla liści - wyczytałam ostatnio o bardzo ciekawym sposobie parzenia sheng pu erh o gorszym sorcie liści. Wrzątek i dość sporo liści (lecz nie tak dużo jak przy gong fu) mniej więcej jest to 6-8 g / 250 ml. Czas parzenia jedna minuta.


Pierwszy napar, pierwsze spostrzeżenia, herbata nie zachwyca, a wręcz rozczarowuje.
Nie wydaje mi się, żeby winny był sposób parzenia bo nie czuje goryczy.
Herbata jest po prostu nijaka. Brak mi wyraźnego smaku, jeśli dostałabym tą herbatę do wypicia nie wiedząc co dostaje, pewnie poznałabym, że to sheng pu erh, jednak nic więcej.

Kolejne parzenie znacznie wydłużam bo aż o 1 minutę, herbata dzięki temu jest intensywniejsza, ale nic poza tym.



Pieczątka na opakowaniu mówi mi, że herbata wyszła z fabryki w 2012 roku, więc dam jej jeszcze kilka lat na leżakowanie. Według strony Orijin która również tą herbatę sprzedaje, toucha tuocha z góry Wu Liang, nabierze odpowiedniego smaku właśnie po kilku latach (minimum dwóch). Jak widać dwa to zdecydowanie za mało, poczekamy więc jeszcze.

Wracając jeszcze do tego co napisałam na początku, cena jako wyznacznik jakości. Jest to ogólne założenie, że tak powinno być. Uważajcie jednak, bo nie brakuje na herbacianym rynku oszustów oferujących drogą herbatę, której jakość jest gorsza niż tej którą kupimy za 2 zł w markecie.
Jak się przed tym ustrzec? Trzeba być czujnym, zadawać wiele pytań sprzedawcy i oczywiście dobrze przyjrzeć się liściom, jeśli ich kolor albo zapach nas zniechęca to znak, że nie warto.

Jeśli zaś chodzi o tą herbatę Wu Liang shan toucha tuocha, to w Czechach kupimy ją w przeliczeniu na złotówki za 15 zł, w Polsce niestety nabyłam ją dwa razy drożej ale z przesyłką z Czech kosztowało by mnie to podobnie. Nie spodziewałam się rewelacji, jednak kto wie co zaoferuje mi za te kilka lat?

4 komentarze:

  1. Ojej... ja również dałem się skusić na tę herbatę. Do tej pory nie miałem okazji jej skosztować. Leży gdzieś głęboko w szafie i dojrzewa. Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy nie zaparzyć jej, ale twój wpis zniechęcił mnie do tego. Chyba poczekam jeszcze jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem powinieneś spróbować, bo skąd potem będziesz wiedział jak się smak zmienił? ;)

      Usuń
  2. Droga Joanno,
    Czy do terminologii nie wdarły się chochliki? Ewidentnie widać, że jest to tuóchá (沱茶), a nie tóuchá (头茶). Tuocha, to herbata prasowana w "gniazdka" bądź "miseczki", natomiast tou cha przypomina bardziej sypanego pu'era, który samoczynnie pozbijał się w nieregularne grudki (po chińsku 头, czyli 'główki').

    Jednocześnie sam biję się w pierś, że w eherbata.pl też siejemy w tej kwestii ferment - mini tou cha zamiast prawidłowego mini tuo cha, oraz wild pu erh tuo cha, zamiast prawidłowego tou cha. Dawno temu wkradła się literówka. Zostało tak, bo klienci się przyzwyczaili ;-).

    Co nie zmienia faktu, że to było i będzie błędem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Dzięki za czujność, faktycznie trochę mi się pomieszało. Już wszystko jest poprawione.
      Przy okazji, może zamiast "bić się w pierś" wprowadzicie właściwe nazewnictwo? Wydaje mi się, że nigdy nie jest na to za późno ;)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...