wtorek, 25 listopada 2014

Ceramiczno - herbaciany weekend w Szczecinie

Od kilku słów zamienionych z Grzegorzem Ośródką w maju podczas Festiwalu Wysokich Temperatur, do własnoręcznego toczenia i lepienia czarki w listopadzie. Tak właśnie zaczyna się moja przygoda z ceramiką. 

Od słów do czynów, tym sposobem 20 listopada wraz z Moniką siedziałyśmy w PKS'ie do Szczecina aby o 6 rano w piątek spotkać się z Grzegorzem i spędzić weekend w otoczeniu ceramiki, herbaty i niesamowitych ludzi oczywiście .



Dzień rozpoczął się dla nas jeszcze w nocy, nie spodziewałabym się, że o godzinie 6 będzie jeszcze ciemno, a jednak. Kiedy dojechałyśmy na dworzec przywitał nas chłodny powiew powietrza znad zatoki szczecińskiej. Mimo wszystko pomiędzy Wrocławiem a Szczecinem występuje spora różnica temperatur. Po poranku spędzonym przy świeżutkiej tegorocznej herbacie Bancha Kyoto, udałyśmy się z Moniką spacerkiem do pracowni 3 Kropka, w której swój kącik ma Grzegorz Ośródka. W tym momencie ciężko mi powstrzymać się od komentarza, tego jak bardzo azjatyckim miastem okazał się Szczecin. Na naszej 20 minutowej trasie co  średnio 3 minuty mijałyśmy kolejną azjatycką restauracje / budkę. Niestety nie miałyśmy ani czasu ani odwagi, aby sprawdzić poziom tych miejsc, może następnym razem.

Kiedy już dotarłyśmy do pracowni, po przyjemnym teoretycznym wstępnie, Grzegorz usiadł do koła i pokazał nam podstawy które musiałyśmy przyswoić aby móc zrobić coś samemu.


Obie z Moniką, aż paliłyśmy się do tego aby już usiąść przy kole i zrobić choćby ten walec na początek. Jak się miało okazać, nie jest to tak prosta sprawa jak może się wydawać. Glina pod naszymi palcami początkowo żyła swoim życiem. Praca na kole wymaga sporo koncentracji i świadomości tego co się robi. Jednym słowem uczy pokory.





W tak zwanym międzyczasie, kiedy nie pracowałyśmy przy kole, piliśmy herbatę. Na te trzy dni galeria z pracami Grzesia stała przed nami otworem. Mogłyśmy z bliska poznać jego pracę, oraz oczywiście zaparzyć w nich herbatę.


Późnym popołudniem udałyśmy się na obiad w miejsce magiczne. "Vege Club Amar" prowadzony przez niesamowitego miłośnika jedzenia Marka. To była prawdziwa kropka nad i w naszym weekendzie. Jedzenie było obłędne, przyznam szczerze, że czułam się tak jakby moja ukochana babcia przygotowała dla mnie obiad. Nie mam szczególnych zdolności kulinarnych, ale nie przeszkadza mi to, aby docenić wyjątkową kuchnie.


Po obiedzie, piliśmy herbatę, dużo herbaty. Chciałyśmy podzielić się naszą wiedzą z Markiem i jego żoną. Miłością do herbaty nie musiałyśmy zarażać, bo to uczynił już wcześniej Grzesiu, parząc Markowi Gyokuro. Tak więc siedzieliśmy sobie przy dużym stole zastawionym w całości ceramiką i herbatą i parzyliśmy, porównywaliśmy, rozmawialiśmy.


Sobota, dzień drugi. Z naszych ambitnych planów zwiedzenia Szczecina nic nie wyszło. Zmęczenie poprzednią nocą w podróży, emocje z pracą przy kole, sprawiły że ciepłe śpiwory zatrzymały nas na chwilę dłużej.
Kiedy po spacerze przez miasto, znalazłyśmy się w pracowni, zaczęła się dziać magia. Grzesiu oznajmił nam, że to już dziś będziemy robić czarki. Zaczynając od obserwacji nauczyciela, nasze oczy chłonęły podstawy tworzenia czarki.

W tym momencie istniało tylko koło i my.



 Na koniec satysfakcjonujący efekt 3 czarki. Od prawej moja następnie dwie Moniki.




Wieczór spędziłyśmy najpierw w restauracji Marka, zapoznając go z kolejnymi kolorami herbaty, a następnie w mieszkaniu u Grzegorza, przy herbacie i książkach o ceramice.


Nastaje dzień trzeci, finał naszego weekendu. Poprosiłam Grzesia aby pokazał mi jak się lepi czarkę na kole, bo czułam, że to będzie mój klimat. Tak też się okazało. Moja pierwsza lepiona czarka nie jest idealnie kształtna, ale czułam, że jest w 100% moja. Przy toczeniu czarki na kole dnia poprzedniego, nie obyło się bez pomocy Grzesia przy wyciąganiu ścianek czarki. Tu mogłam już od początku do końca działać sama i czułam się przy tym doprawdy wspaniale. Monika zaś, znacznie lepiej czuła się tocząc, co widać w końcowym efekcie jej pracy - 3 czarki wytoczone na kole.





W tym momencie, kiedy miałyśmy już gotowe czarki, Grzesiu pokazał nam jak się toczy na kole czajnik do herbaty. Do tej pory nie miałam pojęcia jak duże umiejętności trzeba posiadać aby zrobić czajnik. Każdy jego element wymaga precyzji i przemyślenia. Obserwacja pracy Grzegorza przy kole była (po raz kolejny użyje tego słowa) magiczna. 






Na koniec naszym oczom ukazał się piękny Kyusu
Niedziela wieczór, Vege Club Amar. Otwarte spotkanie herbaciane. Przygotowałyśmy z Moniką kilka atrakcji dla gości wydarzenia. Pokaz gong fu cha, oczywiście w ceramice od Grzegorza. Oraz opowieści o tym jak powstaje jedna z ciekawszych herbat zielonych- Nok Cha.
Było przytulnie i miło, wszyscy uczestnicy wydarzenia byli spragnieni herbaty i informacji o niej. Wśród gości pojawił się również Krzysztof - założyciel forum fusy.eu.
Znów jak w dni poprzednie wypiliśmy sporo herbaty, tyle że w znacznie większym gronie. Na pewno więcej zdjęć z tego spotkania pojawi się na facebooku u Marka -  https://www.facebook.com/vegeclubamar?fref=ts


Pożegnałyśmy Szczecin w niedziele o 23:45. To było bardzo pouczające wydarzenie. Grzegorz jest świetnym nauczycielem, w bardzo przyjacielski sposób potrafił też być stanowczy w kwestii przyswajania przez nas podstaw. Przy pierwszej czarce gdzie przede wszystkim chodziło o naukę u mnie już pojawiła się emocjonalna więź z naczyniem kiedy te tylko nabrało kształtu. Do tego stopnia, że początkowo bałam się kształtować stopkę (bo przypadkiem coś zniszczę). Jednak po uwadze od Grzegorza, że to jeszcze nauka z większą pewnością wzięłam narzędzia w rękę.

Co uważam, za najważniejsze punkty tego weekendu.

  • Ceramika - zupełnie zmieniło się moje postrzeganie naczyń. Kiedy teraz biorę do ręki czarkę czy czajnik, czuje ręce garncarza. Widzę, że się mocno rozwinęłam w tym aspekcie.
  • Ludzie - trafiłyśmy z Moniką na samych niesamowitych ludzi. O artystycznej duszy, ale jednocześnie twardo stąpających po ziemi. 




Dziękuje Grzesiu, że umożliwiłeś nam poznanie ceramiki z perspektywy garncarza. Niesamowite przeżycie.

6 komentarzy:

  1. Wykonanie swojej czarki, jest z pewnością niesamowitym przeżyciem! A potem degustacja z takiej czarki, to już w ogóle rarytas! Gratuluję, jest wspaniała. Pozdrawiam, Łukasz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedzialem ze sa takie intersujace miejsca w szczecinie. Bede musiaj wstapic do tej restauracji nastepnym razem. Czy mozna kupic Grzegorza ceramike w internecie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że można przez stronę http://www.chomac-piechota.com

      Usuń
    2. Ta strona nie dotyczy Grzegorza a właścicielki pracowni. Myślę, że najlepiej kontaktować się z Grzesiem przez herbaciarzy -> www.herbata.ning.com

      Usuń
  3. Podrzucam link do zdjęć z Vege Club Amar: https://www.facebook.com/vegeclubamar/posts/736610856413556

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...