piątek, 3 kwietnia 2015

Journey to Sri Lanka. Day by Day.

26 Luty 2015 r. Rozpoczyna się wyprawa -  ścieżką herbaty z Czajownią - Sri Lanka 2015.
Plan tych wpisów był inny, chciałam każdego dnia opisywać co się dzieje, co zobaczę, co mnie zaciekawi. Słaby internet mi to uniemożliwił. Dlatego dziś 3 tygodnie po powrocie, dziele się z Wami moimi przeżyciami z tej niesamowitej wyprawy. Usiądźcie wygodnie, z czarką herbaty w ręce, zapraszam na podróż po Sri Lance. 
Dzień 0 czwartek, godzina 13:05 lotnisko w Pradze. Startujemy, kierunek Colombo z postojem w Dubaju.
Lot, to wspaniałe przeżycie. Piękne widoki, ekscytacja nadchodzącą podróżą, dreszczyk emocji przed nieznanym.




Dzień 1. Lotnisko w Colombo. Mimo małych problemów organizacyjnych - przyleciałyśmy o dzień za wcześnie. Poradziłyśmy sobie z Moniką w obcym kraju, poruszając się transportem miejskim z uśmiechem na ustach. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych.
Uczucie po wyjściu z lotniska - cudowne!


Relacja z 1 dnia pt. "Klakson"

Dzień 2 Hikkaduwa. Po dotarciu pozostałej części ekipy*, udajemy się Hikkaduwy. Tam w czasie wolnym wraz z Moniką poznajemy to małe turystyczne miasto. Trafiamy do restauracji Starfish. Jedno z ciekawszych spotkań na wyspie. Niesamowity właściciel restauracji, z wzruszającą historią samego miejsca.
Relacja z 2 dnia pt. "Restauracja z polskim akcentem"


Dzień 3. Plaża
Spacery po plaży, to ta relaksacyjna część pobytu na Sri Lance. Człowiek ma okazje zapomnieć o trwogach życia codziennego i po prostu cieszyć się pięknem tego miejsca.
Plaża co kilka metrów okazywała inne oblicze. W niektórych miejscach piaszczysta w innych bardziej kamienista. Kiedy przyglądałam się wodzie, dostrzegałam w niej beztrosko pływające ryby. Na plaży co jakiś czas pojawiał się malutki krab, cóż to za szybkie stworzonko!



Dzień 4 ocean.  Czwartego dnia odważyłyśmy się wykąpać w oceanie. Był to pierwszy i ostatni raz. Zdecydowałyśmy się w miejscu obleganym przez surferów. To powinno dać nam do myślenia,  fale były zdecydowanie silniejsze niż się tego spodziewałyśmy, wystarczyła chwila nieuwagi, ogromna fala i znalazłam się pod wodą, totalnie bez kontroli. Fala obróciła mnie dość szybko i gwałtownie, plecy otarły o podłoże...
Uczucie wciągania pod wodę jest straszne i na długo zapada w pamięć. Jak dziś pomyślę jak beztrosko podeszłam do kompania się w oceanie w niezbyt przemyślanym miejscu to jest mi wstyd. Ludzie giną właśnie w taki sposób, dobrze, że to plecy otarły o podłoże a nie głowa.
W następnych dniach oglądałam fale już z brzegu, nie z oceanu.


Zachód słońca nad oceanem, jeden z piękniejszych widoków na wyspie.

Dzień 5 Colombo - Kegalle - Kandy - Nuwara Elia.
Cały dzień w trasie, począwszy od wizyty na giełdzie w Colombo. To najważniejsze miejsce dla cejlońskiej herbaty na świecie. To tu ważą się losy większości wyprodukowanej herbaty. Pełna sala kupujących, szybka licytacja. Kolejny lot sprzedany, prędkość licytacji potrafi przyprawić o zawrót głowy.
-"Początkowo ciężko zrozumieć co mówią, ale z czasem jest łatwiej" - jakby czytając w moich myślach, mówi pracownik firmy Akbar Brothers.


Następnym miejscem na naszej trasie było "Elephant Safaris". Tu wraz z Moniką wsiadłyśmy na słonia. Przeżycie nie do opisania. Ciekawie było zobaczyć słonia z tej perspektywy.
Słowo Safari, może być trochę mylące. Nie zobaczyłyśmy słonia w jego naturalnym środowisku -bardziej w pracy.  Kojące jednak było to, że słoń po takiej przejażdżce, wchodził na chłodzącą kąpiel do jeziorka, całkiem przyjemną jak sądzę. Można było wziąć taką kąpiel wraz ze słoniem, z czego jednak zrezygnowałam, myśląc o dalszych kilometrach podróży i niezbyt wielu ubraniach do przebrania w plecaku.

Elephant Safaris. Randeniya, Hiriwadunna, Kagalle.
Przedostatni przystanek na naszej trasie to Świątynia Zęba w Kandy. Przed wejściem do obiektu obowiązkowe jest zakrycie ramion i nóg - przed wejściem do świątyni stoją bramki (osobne dla kobiet i mężczyzn) w których sprawdzany jest ubiór. Ponieważ miałam na sobie krótkie spodenki, (temperatura mimo zmroku wynosiła około 30*C) musiałam owinąć nogi chustą. Nie przykładałam wielkiej wagi do staranności owinięcia, co nie uszło uwadze Pani kontrolującej ubiór. Obwiązała mnie tak dokładnie, że sama nie byłam w stanie się później odwiązać. W buddyjskich świątyniach należy również przebywać na bosaka oraz bez okryć głowy.
To miejsce ważne dla wyznawców buddyzmu i należy mu okazać odpowiedni szacunek.
Zwiedzałyśmy je w ciszy, byłyśmy pod ogromnym wrażeniem tego miejsca, jak i samej budowli.


Do Bungalowu w Nuwara Elia dojechaliśmy dość późno. Szybka kolacja i do snu, rano czeka nas wizyta na plantacji herbaty!

Dzień 6. Nuwara Elia. Plantacja herbaty Kelani Valley - w końcu!

Kiedy dotarliśmy na plantacje, zostaliśmy ubrani w stroje zbieraczek - w pasie przewiązali nas czymś w rodzaju zapaski kelnerskiej, tyle że z grubszego materiału, a na plecy trafiła torba na herbatę na stelażu. Torba trzymała się za pomocą czapki połączonej z wewnętrzną ścianą, oraz dwoma paskami trzymającymi całość w jednym miejscu.  Ramiona pozostawały wolne, tak aby w komfortowy sposób zbieraną herbatę wrzucać za siebie do plecaka.
Pomiędzy krzewami herbaty wiodą ścieżki, które ułatwiają pracę zbieraczkom. Początkowo nie było żadnych przy pracy, ale już po chwili spędzonej na plantacji wypatrzyliśmy małą grupkę pracujących kobiet. Kiedy do nich zeszliśmy, zbieraczki z przyjemnością pozowały nam do zdjęć, niektóre prosiły o przesłanie zdjęcia do fabryki na pamiątkę.
Prędkość ich pracy była nieprawdopodobna, tym bardziej, że przed chwilą sama zbierałam herbatę. Nie jest to zajęcie lekkie, do tego w pełnym słońcu.
Zbieraczki zaczynają swoją pracę przed wschodem słońca i pracują aż do zachodu. Ostatnią zbieraczkę widziałam przy pracy kiedy jechaliśmy do fabryki herbaty około 18:00 (słońce na Sri Lance zachodzi około 18:30)


Przebywanie na plantacji herbaty, wśród herbacianych krzewów, to uczucie które ciężko opisać słowami. Stałam tam i przyglądałam się krzewom tym blisko mnie i tym daleko. Chciałam aby ta chwila nie miała końca.


Po południu pojechaliśmy do fabryki Glenloch. Po przekroczeniu progu, nozdrza uderza intensywny zapach mokrej herbaty. To jest ten zapach który czujemy po umieszczeniu liści w ogrzanym naczyniu, czysta poezja. Zapach który czuliśmy to zapach oksydującej herbaty.
Fabryki zazwyczaj są jedno piętrowe, na górze więdnie herbata, którą następnie specjalnymi otworami w podłodze zrzuca się do maszyny rolującej.
Na parterze odbywa się pozostałych pięć procesów oraz degustacja i pakowanie. Niektóre fabryki posiadają też swoje sklepy z herbatą.
Proces produkcji herbaty opiszę w następnych postach.



Dzień 7. Mlesna Tea Castle - Adam's Peak - Hikkaduwa.

Po drodze na Adam's Peak zahaczyliśmy o Mlesna Tea Castle. Miejsce obowiązkowe dla fascynata herbaty. Sklep z herbatą, kącik degustacyjny i herbaciarnia połączona z restauracją. Sklep z bardzo przyjaznymi cenami i ogromnym wyborem. Herbaty były pakowane w ozdobne pudełka które cieszyły oczy. Jednak wiedziałam, że prawdziwy skarb nie będzie opakowany w ładne pudełko. Zaczęłam szybko przeglądać dostępne herbaty w mniej atrakcyjnych pudełkach, udało się znaleźć kilka interesujących i nawet skusiłam się na jedną w drewnianym pudełku. Można jechać dalej.
Adam's Peak, wg przewodnika obowiązkowe miejsce do zobaczenia podczas pobytu na Sri Lance. Wędrówkę najlepiej rozpocząć najpóźniej o 2-giej w nocy, tak aby wejść na szczyt przed wschodem słońca, który widziany z takiej perspektywy przyprawia o zawrót głowy. 
Oczywiście wschód słońca to nie cel, dla którego ludzie wchodzą na tą górę. To miejsce uważane za święte, co interesujące przez kilka religii. "Znajdujące się na szczycie podłużne zagłębienie o długości 1,5 m uznawane jest za odcisk stopy: Śiwy (przez hinduistów), Buddy (przez buddystów), Adama (przez muzułmanów) czy św. Tomasza (przez chrześcijan indyjskich)." (źródło wikipedia) 

Dla mnie wejście na ten szczyt to była walka z własnymi słabościami. Nie wiem czy jestem  w stanie zliczyć ile razy chciałam zawrócić, jak słabo mi było, i ledwo stałam na nogach a co tu mówić o dalszym wchodzeniu po niekończących się schodach na górę. Gdyby nie wsparcie Moniki i Daniela, chyba nie dałabym rady, oni pewnie też. Wspieraliśmy się wzajemnie i daliśmy radę. 
Po przebyciu 7 km po schodach złapała nas ulewa, nie jakiś tam deszczyk, tylko naprawdę mocny deszcz. W tym deszczu schodziliśmy na dół przez kolejne dwie godziny, z postojem na herbatę. Było ciężko, mokro, ale warto było. Lankijczycy bardzo nas w tej wspinaczce motywowali, i powtarzali abyśmy się nie poddawali tylko wchodzili wyżej, że damy radę i daliśmy.


Dzień 8. Ajurwedyjski masaż i owoce.
ź:http://www.walkerstours.com/
Wejście na Szczyt Adama doprowadziło moje nogi do stanu krytycznego. Stwierdziłam, że bez masażu się nie obędzie. Właściciel Villi w której spałyśmy polecił nam odpowiednie miejsce w którym mogłyśmy spokojnie oddać się godzinnemu masażowi całego ciała. To było fantastycznie kojące uczucie.
Po masażu, poszłyśmy oczywiście na plażę. Zamawiam talerz świeżych owoców - marakuje, banany, arbuzy, papaje. Rozkosz na podniebieniu.

Dzień 9. Baddegama.
Dzień ten zaczęłyśmy od wycieczki do niedaleko położonej miejscowości Baddegama w której stoi młoda fabryka herbaty Thisara.
Nie tylko zostałyśmy oprowadzone po fabryce, gdzie z bardzo bliska mogłyśmy uczestniczyć w produkcji, ale udało nam się również zakupić po 0,5 kg wyjątkowej herbaty. Na koniec zostałyśmy zaproszone na degustacje. Smakowała wyśmienicie, to co w ten dzień przeżyłyśmy to był to po co na Sri Lankę przyjechałam. Było kameralne, miło i smacznie. Jeśli zawitam znów na Sri Lankę, to na pewno odwiedzę tą fabrykę.


Dzień 10. Galle.
Galle - miasto portowe. "W 1986 r. założenie fortowe wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako najlepszy przykład ufortyfikowanego miasta wzniesionego przez Europejczyków w Azji południowej i południowo-wschodniej" (źródło:wikipedia)
Do tego miasta wyruszyliśmy pociągiem. Szybka, bo 20 minutowa przejażdżka, kilkanaście metrów pieszo i już jesteśmy.
Czuje się jak bym była w innym kraju, zupełnie inne budynki, Nie byłabym też sobą, gdybym obojętnie przeszła obok zwierząt, prawda?

Dzień 11. Ostatni dzień pobytu.
Jednak to, że ostatni, nie oznacza nudny. Od samego rana aktywnie, najpierw pojechałyśmy na plantacje cynamonu, małej fabryczki oraz miejsca gdzie produkuje się olejek cynamonowy.
Cynamon cejloński znacznie różni się od tego dostępnego na naszym rynku. U nas sprzedaje się Kasję (cynamon chiński). Cynamon cejloński, jest o wiele bardziej podatny na łamanie, pachnie bardziej słodko, a nawet wygląda inaczej.
Jeśli tylko będziecie chcieli z przyjemnością opiszę całą produkcje cynamonu.


Po południu ostatni spacer po plaży, obiad, oczywiście w restauracji Starfish, i czas wracać do domu.
To była wspaniała przygoda, z chęcią przeżyłabym ją raz jeszcze. Razem z Monią świetnie się dogadywałyśmy, tworzyłyśmy naprawdę zgrany duet. Kiedy bywały trudne chwile, umiałyśmy nawzajem się pocieszyć. Takiego kompana podróży polecam każdemu. Dzięki Monia!!


*Poniżej na zdjęciu wszyscy uczestnicy wyprawy, łącznie 12 osób. Poza mną i Martinem z telewizji Nova, każdy uczestnik ekspedycji posiada swoją herbaciarnie Dobrá čajovna.
Źródło zdjęcia : http://www.tea.cz/obsah/75_Sr%C3%AD-Lanka-2015



Po świętach Wielkanocnych w herbaciarni Czajownii we Wrocławiu i w Krakowie odbędą się spotkania, na których będziemy wraz z Moniką opowiadać o herbacianej stronie tej podróży. Będą oczywiście degustacje herbaty, nie może Was tam zabraknąć.

7 komentarzy:

  1. Świetna e-wędrówka po Sri Lance. Niesamowicie piękny, i klimatyczny punkt na mapie Świata. Bardzo chciałbym się wybrać do jakiegoś miejsca, związanego bardziej z herbatą :) A co do opisu produkcji cynamonu, to chyba nie tylko ja będę chętny, aby przeczytać (lub posłuchać ;)).

    W ogóle bardzo żałuję, że Kraków i Wrocław są na tyle daleko, że nie będę mógł dojechać, i posłuchać :(

    Pozdrowienia, Łukasz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna relacja i oczywiście czekam na kolejne opisy, o cynamonie jak najbardziej też! :) Przejście po herbacianej plantacji, możliwość zerwania listków... oj tak, tego można zwyczajnie pozazdrościć. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała relacja, wreszcie udało mi się ją przeczytać! Pojutrze o świcie wrzucam kosz na plecy i ruszam między krzewy ;) pozdrawiam z Nuwary Eliyi! Agata

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna relacja ! Nic, tylko pozazdrościć wycieczki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo miło się czytało i oglądało. Proszę o opis produkcji cynamonu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiekne zdjęcia, zazdroszę podróży. Teraz jest możliwość takie podróży, jak sie wygra loterię teekanne. Niestety wygrywa to tylko jedna osoba. Widzę, że Twoje przygoda była niesamowita.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...