środa, 22 lipca 2015

Ogród botaniczny we Wrocławiu i herbata. Połączenie idealne.

"Otwartą księgą jest Natura
dla tego, co w niej czytać umie..."

Tak głosi napis na bilecie wstępu do ogrodu botanicznego we Wrocławiu.

To właśnie otoczenie, wybrałam na dzisiejszą degustacje w plenerze, nie byłam tam już od kilku lat, i  prawie zapomniałam o tym jak piękne miejsce mam pod nosem.





Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, podczas przechadzki po ogrodzie, to sporych rozmiarów Gunnera olbrzymia, roślina która bardzo podoba się mojemu mężowi. Do tej pory widziałam ją jedynie na zdjęciach i przyznaje, że na żywo robi fantastyczne wrażenie.


Niezwykle urokliwy jest również sam staw, który stanowi centralną część ogrodu. Woda w ruchu ma niesamowicie kojący dźwięk.





Spacerując ścieżkami ogrodu poszukiwałam odpowiedniego miejsca do zaparzenia herbaty, warunek konieczny który musiał być spełniony, to oczywiście cień. Przy upale jaki dziś mamy (ok 34 stopnie C) parzenie herbaty w słońcu, to mógłby nie być najlepszy pomysł.



Nagle zauważyłam ją, ogromną i piękną, wierzbę płaczącą.  Idealne miejsce do przygotowania herbaty. 
Rozłożysta korona ze zwisającymi, długimi, cienkimi, giętkimi i żółtymi gałęziami, zachęcała żeby pod nią przysiąść. 


Herbata którą wybrałam na degustację ma wyjątkową historię, to prezent ślubny. Long Jing zakupiony w samych Chinach.
Poza nim w prezencie znalazł się równiez ginseng oolong, jaśminowa herbata, kwiatki osmantusa i pąki róży. Jednak to właśnie Long Jing'a postanowiłam zabrać na plenerową degustację. Zapakowany w bardzo szczelną puszkę, prezentuje się urodziwie.


Herbata jest dobra, nie jest to może najlepszy Long Jing jakiego piłam, ale z powodzeniem nadaje się do codziennego popijania.

Napar ma charakterystyczną dla tej herbaty oleistość i delikatny orzechowy aromat. Porównałabym ją do  Ding Gu Da Fang, gdzie dopiero zaparzenie niższą temperaturą daje pozytywne rezultaty.

Schronienie się od słońca pod wierzbą płaczącą było tym czego dziś potrzebowałam, do tego herbata, piękna ceramika, książka i pełnia szczęścia osiągnięta.



Co chwilę w moim otoczeniu pojawiał się jakiś sympatyczny ptaszek...

Po skończonej herbacianej degustacji udałam się na dalszy spacer ścieżkami ogrodu, jakieś było moje zdziwienie gdy natrafiłam na ścieżkę japońską!
Malutka ścieżka prowadziła wzdłuż wysepki z japońskimi roślinami, a pośród nich stała latarnia.
Całość prezentowała się uroczo, aż chciałoby się takie coś odtworzyć we własnym ogródku... w sumie czemu nie?



Na koniec, kiedy zmierzałam już do wyjścia, droga poprowadziła mnie wśród wysokich drzew, a tam do jednego z pni, przyczepiony był wiersz Leopolda Staffa, pt. "Wysokie drzewa".
To było idealne zakończenie tego urodziwego spaceru.


O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa,
W brązie zachodu kute wieczornym promieniem,
Nad wodą, co się pawich barw blaskiem rozlewa,
Pogłębiona odbitych konarów sklepieniem.

Zapach wody, zielony w cieniu, złoty w słońcu,
W bezwietrzu sennym ledwo miesza się, kołysze,
Gdy z łąk koniki polne w sierpniowym gorącu
Tysiącem srebrnych nożyc szybko strzygą ciszę.

Z wolna wszystko umilka, zapada w krąg głusza
I zmierzch ciemnością smukłe korony odziewa,
Z których widmami rośnie wyzwolona dusza...
O, cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa!



Postaram się w tym roku jeszcze odwiedzić ogród botaniczny we Wrocławiu. Choć wstęp do najtańszych nie należy (15 zł bilet normalny) jest tego całkowicie warty.
[Ogród otwarty jest codziennie od 15 marca do 31 października
(także w święta).
Kasy czynne w godz. 8.00–18.00.
Od maja do sierpnia Ogród można zwiedzać do godz. 20.00, natomiast w pozostałych miesiącach do godz. 19.00]

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...