niedziela, 28 sierpnia 2016

Czerwona herbata z Chin. Tanyang Gong Fu Hong cha.

Podczas 8 święta herbaty w Cieszynie (przy okazji relacja ze święta do poczytania u Piewców Teiny), wszyscy herbaciarze kupowali Tanyang Gong Fu Hong Cha od Wojtka z The Tea. Poważnie, do kogo nie podeszłam dzierżył w dłoni paczkę tejże herbaty. Ponieważ wszelkie zakupy odkładałam na drugi dzień święta, w niedziele rano z duszą na ramieniu podeszłam do stoiska Wojtka z pytaniem czy coś jeszcze zostało. Na moje szczęście odpowiedź była twierdząca.



10 lipca poczęstowałam Was małą zajawką na facebooku jak powstawały zdjęcia do tego wpisu.
Uwielbiam pić herbatę w moim małym działkowym ogrodzie, jeśli tylko pogoda mi pozwala. Zawsze wyszukuje jakieś ciekawe pieńki, czy drewienka które razem z ceramiką i herbatą będą cieszyć oko.


Co do samej herbaty, to jest to czerwona (w Polsce nazywana czarną) herbata z Chin, konkretnie z Fuan w prowincji Fujian. Bardzo lubię herbaty z tamtego regionu. Charakteryzują się one wyjątkową słodyczą i świeżością.

Suche liście Tanyang pachną obłędnie. Szukam w głowie najbliższego skojarzenia i myślę, że będzie to kwiat czarnego bzu.



Napar jest koloru pomarańczowego, aromat ten sam co przy liściach słodki, ale nie narzucający się kwiat czarnego bzu.  Smak jest równie słodki, lekko miodowy. Tak samo jak w przypadku aromatu nie jest to przytłaczająca słodycz. Długo pozostaje w ustach, przyjemnie pieszcząc podniebienie.









Jest to herbata bardzo cierpliwa i można z niej zrobić wiele parzeń. ja przelałam przez mój czajniczek litr wody, co przy jego 100 ml pojemności daje 10 parzeń, metodą gong fu. Wbrew pozorom metoda gong fu, nie ma nic wspólnego z nazwą tej herbaty. To nie jest tak, że nazwa sugeruje nam sposób parzenia nic z tych rzeczy. Gong Fu oznacza "pracochłonny", więc jest to herbata której przygotowanie było pracochłonne, co potwierdza degustacja.


Na koniec mała ciekawostka, miałam niedawno gości. Przyjechał do mnie brat z żoną i teściami. postanowiłam zaparzyć im tą herbatę, tradycyjną metodą 500 ml czajniczku. około 6 gramów 3 minuty parzenia.
Efekt, zaskoczył nawet mnie (mam tu na myśli tradycyjne parzenie które zazwyczaj jest mniej korzystne dla herbaty). Smakowała wyśmienicie, i bardziej czekoladowe i słodowe niż owocowe nuty były w niej wyczuwalne. Zarówno moja bratowa jak i jej mama piją liściaste herbaty i były oczarowane jej smakiem. Bardzo mi się podobały, że zgodnie stwierdziły, że smak jej nie jest podobny do żadnej znanej im czarnej herbaty.

Picie herbaty sprawia mi radość, jednak największa jest wtedy kiedy mogę poszerzyć nie tylko swoje herbaciane horyzonty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...