wtorek, 7 lutego 2017

Tangalle, Mirissa, Unawatuna, Galle, Virgin White Tea. Południowe wybrzeże. Projekt Sri Lanka

Gospodarz pensjonatu w Tangalle
W południowej części wyspy, początkowo postanowiliśmy po prostu odpocząć. Miejscowość Tangalle wydawała się do tego stworzona. Mało turystów, piękna plaża i tętniące życiem miasto.










Zatrzymaliśmy się w rewelacyjnym pensjonacie prowadzonym przez wyjątkowych ludzi. Wieczory poświęcaliśmy na rozmowy z gospodarzem o Sri Lance i Buddyzmie.

Jednego dnia pojechaliśmy do oddalonej o kilkanaście kilometrów świątyni buddyjskiej Wewurukannala Vihara, gdzie znajdowała się 50 metrowa figura Buddy. Znajdował się tam również budynek, gdzie w formie sporych figur przedstawiona była historia życia Buddy. To było niezwykłe doświadczenie.




Pewnego wieczoru przyjechał posiedzieć z nami kuzyn naszego gospodarza, był zawodowym kierowcą tuc-tuca. Zaproponował nam wycieczkę do miejsca gdzie żółwie przychodzą składać jaja. Taka możliwość nie przytrafia się człowiekowi codziennie, więc ustaliliśmy że następnego dnia wybierzemy się do tego miejsca z naszym kierowcą. Za przejazd zapłaciliśmy 1500 rupii, Akila bo tak miał na imię nasz kierowca, poinformował nas, że jeśli na miejscu będzie akurat jakiś żółw, będziemy musieli zapłacić 2000 rupii za nas oboje. To są pieniądze które przeznaczone są dla organizacji Turtle Conservation Project zajmującej się edukacją ludzi oraz pilnowaniem terenu na którym żółwie składają swoje jaja. Kiedy zajechaliśmy na miejsce okazało się, że na plaży jest żółw i własnie zakopuje jaja.

Samo miejsce było obłędne. Niebo pokrywał tuzin gwiazd, piasek pod nogami był aksamitny a odgłos
fal przyjemnie relaksował. Cały proces składania jaj odbywał się pod nadzorem dwóch mężczyzn z projektu oświetlających proces czerwonymi latarkami. Nie wolno było używać lamp błyskowych, ani świecić latarkami ponieważ jedno błyśnięcie oślepiało żółwice aż na 5 minut. To było piękne doświadczenie, siedzieliśmy na piasku i patrzyliśmy jak żółwica zakopuje jaja i odpoczywa. Proces składania jaj, odbywa się tylko pod okiem pracowników projektu, turyści zapraszani są na plaże dopiero w momencie kiedy żółwica zaczyna je zakopywać.

Z Tangalle pojechaliśmy do bardzo małej mieściny, Mirissa. Była ona znacznie bardziej zapełniona turystami, choć na nas nie zrobiła jakiegoś powalającego wrażenia. Na szczęście nasze miejsce noclegowe umiejscowione było obok portu i mogliśmy odetchnąć przy plaży na której znajdowali się tylko zajęci swoją pracą rybacy.


Naszym następnym celem była Unawatuna, która była w zasadzie tylko miejscem do spania. Cały dzień spędziliśmy w Galle spacerując po forcie. Przechadzaliśmy się wzdłuż wąskich uliczek bez konkretnego celu. Cieszyliśmy się pięknem i spokojem tego zjawiskowego miejsca.









W drugi dzień pobytu w Unawatunie obraliśmy kierunek na plantację wyjątkowej białej herbaty Virgin White Tea Handugota Estate.
Część trasy na plantacje herbaty pokonaliśmy pociągiem. Standardowo kupiliśmy bilet 3 klasy i za 35 Rs. i  pojechaliśmy do miejscowości Ahangama gdzie musieliśmy już przesiąść się w tuc-tuca. Wytargowaliśmy z kierowcą cenę 600 Rs za trasę w dwie strony.



Gdy tylko wysiedliśmy z tuc-tuca przywitał nas jeden z pracowników Virgin White Tea który oprowadził nas po części plantacji przeznaczonej do zwiedzania. Okazało się, że poza herbatą uprawiany jest tam również kauczukowiec, pieprz i cynamon.  Miejsce to znane jest z tego, że produkuje się tam wyjątkową białą herbatę której zbiory odbywają się w rękawiczkach i maskach. Cały proces odbywa się bezdotykowo ponieważ liść a w zasadzie sam pączek, ścinany jest maleńkimi nożyczkami. Bywają dni gdzie uda się zebrać zaledwie 25 gramów tej cennej herbaty. Do tego tematu powrócę w osobnym wpisie.

Zostaliśmy poczęstowani herbatą i ciastkiem a następnie odwiedziliśmy fabrykę będącą jednocześnie muzeum. W firmowym sklepie zakupiłam 12 gramów wyjątkowej białej herbaty oraz książkę "The Suicide Club" napisaną przez właściciela plantacji,  która opisuje jego historię jako plantatora herbaty.


4 komentarze:

  1. Piękna wycieczka ale poczekam Joanno aż przejdziesz na drugą stronę mocy i wybierzesz się na plantację kawy bo . . . herbata jest trująca.
    Podpisano Coffeman

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmęczyłem się od samego patrzenia :P Udanego wywczasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wróciliśmy :) Będą jeszcze dwie relacje z podróży. Potem już o herbatach cejlońskich :)

      Usuń
  3. Świetny artykuł :) Będzie co wspominać :P

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...